Tych chwil - nie zapomnę!


Kiedy odchodzi z ziemi jakiś znany nam człowiek, mimo woli obudzają się w nas wspomnienia związane z jego osobą. Odejściom na zawsze wielkich ludzi towarzyszą wspomnienia wydarzeń, które wywarły na nas szczególne wrażenie.
Najbardziej jednak dumni jesteśmy z faktów bezpośredniego kontaktu z nimi.
Pytano mnie niejednokrotnie: - Czy miał ksiądz możliwość osobiście spotkać się z Ojcem św. Janem Pawłem II? Odpowiedź była potwierdzająca. Należę do tych szczęśliwców, którym los zgotował takie okoliczności i z radością pieszczę te chwile w swoim sercu. Na prośbę redakcji "Echa Gminy - Iwonicz Zdrój" pozwolę sobie nimi się podzielić. Kiedy w 1958 roku zamieszkałem w Krakowie podejmując studia na AGH, wielokrotnie słyszałem o Ks. Abp Karolu Wojtyle - Pasterzu Krakowskiej Archidiecezji. Znany był powszechnie fakt, że ma bliski kontakt ze studentami, że wyznaczył sobie kilka godzin w tygodniu na spotkanie z młodymi ludźmi, którzy chcieliby się z Nim podzielić swymi problemami i zasięgnąć rady. Nosiłem się z zamiarem, że z takiej audiencji skorzystam, ciągle bowiem nie wiedziałem, czy właściwą obrałem drogę decydując się na studia świeckie, bowiem gdzieś w głębi serca tkwiła tęsknota za kapłaństwem. Nie zdobyłem się jednak na odwagę i z możliwości spotkania z Ks. Arcybiskupem - nie skorzystałem. Ulubionym przeze mnie kościołem w Krakowie był kościół św. Anny, kościół akademicki. Tam miałem swoje miejsce przy ołtarzu św. Jana Kantego. Przyszedł czas, że pociągnięty przykładem innych studentów, zostałem przy kościele św. Anny - ministrantem. Pokochałem ten kościół również ze względu na osobę Ks. Rektora kolegiaty, późniejszego biskupa, sufragana krakowskiego, a dziś Sługę Bożego - Bpa Jana Pietraszkę. Do dziś jest dla mnie wzorem kaznodziei. On to wielokrotnie zapraszał Ks. Abpa Wojtyłę z konferencjami dla studentów. Uczestniczyłem w nich chłonąc mądre treści i podziwiając niezwykłą erudycję Mówcy. Przypominam sobie, że dotyczyły one miłości narzeczeńskiej i małżeńskiej. Swoje przemyślenia Dostojny Mówca zamieścił później w książce zatytułowanej "Miłość i odpowiedzialność". Po którejś konferencji, pod koniec Adwentu, zapowiedziano "opłatek" z Ks. Abpem. Okazało się, że była to już kilkuletnia tradycja. Wszyscy obecni w kościele ustawiali się wzdłuż kościoła tworząc szpaler, zaś Ks. Abp z opłatkiem w ręku podchodził do każdego, łamał się nim z uczestnikiem spotkania i najczęściej zamieniał kilka słów. Byłem bardzo zdumiony łatwością podejmowania rozmowy. Kiedy późniejszy Kardynał został papieżem, często opowiadałem moim uczniom o tej przygodzie. Wtedy urosła ona w moich oczach do szczególnego wydarzenia. Opuszczenie Krakowa pozbawiło mnie możliwości jakichś wyjątkowych, bezpośrednich spotkań. Dziewiętnaście lat później - jak każdy Polak na całym świecie - przeżyłem wzruszające chwile na wiadomość, że na stolicy Piotrowej zasiadł Syn polskiej ziemi. Wydawało się, że możliwość osobistego spotkania oddaliła się, nikt bowiem nie przypuszczał, że nowy papież nie będzie już więźniem Watykanu, a stanie się pielgrzymem pragnącym spotkać się z wiernymi na całym świecie. W swoim długim pontyfikacie odbył aż 104 pielgrzymki - odwiedzając omal wszystkie zakątki ziemi. Przeżycia pielgrzymek do Polski - były niepowtarzalne. Uczestnicząc w różnych miejscach we Mszy św. papieskiej, nawet daleko od ołtarza, czuło się Jego bliskość i pełną satysfakcję. O tym, by stanąć w bliskości Ojca św. i dotknąć Go - nie było mowy, ale też takie pragnienie, z rozsądku, nie rodziło się w sercu. Najbardziej przeżyłem spotkanie z Ojcem św. w Nowym Targu. Odległy sektor, w którym stałem, w niczym nie osłabił tego, co przeżyłem. Zenitowym przeżyciem był objazd Ojca św. pomiędzy sektorami. Wydawało się, że przejeżdżając obok, dostrzega każdego pielgrzyma osobiście. Biła z Niego nie tylko młodość, dostojność, ale przede wszystkim radość i dobroć. Obecność Ojca św. w Krośnie - to oczywiście, dla nas, mieszkańców tego regionu, coś wyjątkowego, niepowtarzalnego. Nie próbuję tego komentować, bo słowa byłyby nieadekwatne do przeżyć. Ponieważ byłem w Komitecie przygotowującym krośnieńskie spotkanie, wśród wielu gości duchownych i świeckich, byłem również zaproszony na obiad w sali pod kościołem św. Piotra i Jana, który na zakończenie swego pobytu na Podkarpaciu, Ojciec św. poświęcił. I tutaj spełniło się moje marzenie, by ucałować Pierścień Rybaka. Znajdowałem się w takim miejscu, którędy Ojciec św. przechodził. Ten pocałunek, uwidoczniony zresztą na zdjęciu, pozostanie dla mnie czymś, co daje mi wielką radość. Wtedy nie myślałem, że może się kiedyś to powtórzyć. A jednak... Kilka miesięcy później dostałem wiadomość, że znalazłem się w gronie delegacji podkrośnieńskich dziekanów oraz przedstawicieli władz miejskich i powiatowych, udającej się do Watykanu, by podziękować Ojcu św. za Jego obecność w Krośnie i Dukli. Najważniejszym, rzecz jasna, w całej tej pielgrzymce, było spotkanie z Ojcem św. Kilka dni wcześniej udał się do Rzymu nasz Arcypasterz - Ks. Abp Józef Michalik, który oczywiście stał na czele tej delegacji. Mimo znacznej kolejki oczekujących na audiencję, zostaliśmy wyróżnieni, bo poproszono nas wcześniej, poza kolejką, do specjalnej komnaty, gdzie przez chwilę oczekiwaliśmy na wejście Ojca św. Serce z wrażenia i radości podchodziło nam pod gardło. Kiedy pojawił się Ojciec św. - Ks. Arcybiskup przywitał Go i wyraził w przemówieniu słowa wdzięczności za wyróżnienie naszego regionu i za wszystko, co dla nas uczynił.
Następnie Ojciec św. podchodził do każdego z nas i zamieniał kilka słów. Przedstawiłem się jako dziekan rymanowski, na terenie którego znajdują się Pastwiska, (znane Ojcu św. z lat wcześniejszych, gdzie Ojciec św. szukał odosobnienia do pracy). Zdobyłem się też na odwagę, by zapytać, czy Ojciec św. miał możliwość odwiedzić kościół w Iwoniczu?. Odpowiedział, że przechodził w pobliżu szlakiem turystycznym, ale w samym kościele nie był. Po raz wtóry ucałowałem ze czcią ręce Piotra naszych czasów. Nie trzeba dodawać, że opuszczając audiencję, wszyscy czuli się szczęśliwi. Jeszcze raz nadarzyła mi się okazja ucałowania rąk Namiestnika Chrystusowego. Moi Przyjaciele pragnąc uczcić 30-lecie swego Małżeństwa postanowili na kilka dni udać się do Rzymu własnym samochodem. Zaproponowali mi wyjazd wspólnie z nimi, choćby z okazji 30 lat mojego duszpasterzowania w Iwoniczu. Trudno było nie skorzystać z tak wspaniałej propozycji. Jakimiś sposobami załatwiliśmy sobie miejsce w czasie audiencji na Placu św. Piotra wśród wyróżnionych na samej górze. Po skończonej audiencji różne zespoły i delegacje miały przewidziane zrobienie sobie zdjęcia z Ojcem świętym. W jaki sposób myśmy znaleźli się przy Ojcu św. - tego nie wiem. Nawet, gdyby połączone było to z jakąś niegrzecznością z naszej strony, każdy nas zrozumie i nam wybaczy. Dla nas ważnym było to, że ucałowaliśmy z największym szacunkiem ręce Jana Pawła II Wielkiego, najwybitniejszego z rodu Polaków, który całe swoje życie oddał na służbę Chrystusowi i Kościołowi. Uczyniliśmy to na kilka miesięcy przed śmiercią.

Ks. Kazimierz Piotrowski