Nasza Wspólnota nr 116 Listopad 2007


Józef Krupa:
Pamięci Józefa Jakubowicza.


Tym krótkim wspomnieniem chciałbym ocalić od zapomnienia postać świętej pamięci Józefa Jakubowicza, mojego kuzyna, jednego z bohaterów naszej społeczności iwonickiej.
Józef urodził się 12 września 1912 roku w Iwoniczu Wsi przy ulicy Zadwór 12, jako pierwsze dziecko Marii i Michała Jakubowiczów "spoza dworu". Jego rodzeństwo to śp. bracia Władysław i Karol oraz siostry: Olga, Hela i Stasia - również już świętej pamięci.
Rodzice zauważyli wielkie zdolności i zamiłowanie do nauki syna Józefa, więc gdy ukończył Szkołę Podstawową w Iwoniczu posłali Go do Gimnazjum w Rozwadowie, a później na Uniwersytet we Lwowie, gdzie po uzyskaniu stopnia doktora, został profesorem matematyki na wydziale matematyczno-fizycznym tego uniwersytetu. Posiadał również stopień porucznika artylerii Wojska Polskiego.
W sierpniu 1939 roku wstąpił na ochotnika do wojska jako artylerzysta - oficer, by bronić ojczyny przed najazdem hitlerowskich barbarzyńców. Po przegranej kampanii wrześniowej, razem z wieloma innymi oddziałami wojska polskiego przedostał się przez Rumunię do Francji, gdzie wstąpił znowu na ochotnika do formującej się dywizji wojska polskiego przy oddziałach wojsk francuskich. Zginął w maju 1940 roku pod Dunkierką (port francuski) w czasie silnego bombardowania lotnictwa niemieckiego.
W mojej pamięci utrwaliło się i pozostanie na zawsze ostatnie pożegnalne spotkanie z Nim przed Jego domem Rodzinnym.
Była piękna słoneczna ostatnia niedziela sierpnia 1939 r. Jozef syn Marii i Michała Jakubowiczów, mój kuzyn, odjeżdżał jako ochotnik w randze porucznika artylerii Wojska Polskiego na stację kolejową Iwonicz-Łężany, żeby dołączyć do formującej się nowej dywizji artylerii w Rzeszowie, gdzie przy ulicy Dąbrowskiego był garnizon wojskowy. Byłem uczestnikiem tego pożegnania z Rodzicami, z całą rodziną i sąsiadami na ogrodzie przed Jego domem rodzinnym, który stoi na tym samym miejscu do dnia dzisiejszego. Mam przed oczyma Jego postać. Młody, przystojny, jeszcze samotny, roześmiany i pełen entuzjazmu, dobrowolnie zaciągał się w szeregi Armii Polskiej by walczyć w obronie Ojczyzny. Miał zaledwie 27 lat. Ja, blisko 5 -letni chłopiec przestraszony nalotami niemieckimi, bombardującymi miasta i wsie nie mogłem zrozumieć dlaczego naraża się z własnej woli na takie niebezpieczeństwo. Nie wiedziałem jeszcze wtedy co to jest patriotyczny obowiązek, miłość do ojczyzny, uczucie patriotyczne i chęć złożenia ofiary własnego życia za Ojczyznę, Kraj i Rodzinę. Jako wykształcony inteligentny profesor uniwersytetu musiał z pewnością wiedzieć i uświadamiać sobie, że szanse na zwycięstwo są bardzo znikome, że prędzej może zginąć na polu bitwy aniżeli powrócić do stron rodzinnych jako zwycięzca.
Ale Jego uczucia patriotyczne zostały wszczepione w jego bohaterskie serce przez rodziców, całą polską literaturę i poezję patriotyczną, historię powstań narodowych, którą z pewnością dobrze znał; zwycięstwa Armii Polskiej w obronie Ojczyzny w roku 1920, a specjalnie bitwa o Warszawę przeciwko bolszewickim hordom, zakończona zwycięstwem wojsk polskich pod wodzą Marszałka Józefa Piłsudskiego znana jako "Cud nad Wisłą".
Na ogrodzie byli wszyscy sąsiedzi. Kobiety płakały, Jego Mama trzymała Go długo w objęciach a łzy płynące z Jej oczu zatrzymywały się na pięknym ubraniu, odjeżdżającego w nieznane najstarszego syna. Ojciec Michał zaprzęgał gniadego konia do wozu, który miał go odwieźć na stację kolejową.
Profesor Jozef Jakubowicz, uściskiem ręki żegnał po męsku swoich krewnych, braci i siostry, stryjów i ciotki oraz wszystkich sąsiadów, którzy znali Go dobrze, szanowali i cenili, bo był jednym z nich.
Ukradkiem tylko ocierali chusteczkami łzy płynące z ich oczu jak krople rosy.
Odchodził jeden z nich na wojnę i nie wiadomo, czy powróci.
I nie powrócił.
Rodzice nie doczekali się wiadomości o Jego losie - jak i gdzie zginął. Dopiero stosunkowo niedawno dowiedziałem się prawdy z relacji naocznego świadka tamtych wydarzeń. Opowiedział mi o tym w Chicago rówieśnik mojego kuzyna Józefa nie żyjący już Pan Karol Rygiel (dom rodzinny Pana Karola stoi do dziś za krzyżówkami po prawej stronie drogi do Rymanowa).
Profesor Uniwersytetu Lwowskiego, oficer Wojska Polskiego w randze porucznika artylerii, wychowawca młodzieży, bohater, nasz rodak z Iwonicza z ulicy Zawór 12, syn Marii i Michała Jakubowiczów oddal swoje życie za Ojczyznę i Rodzinę. Ofiarą swojego życia przyczynił się do zwycięstwa dobrej sprawy i pokonania hitlerowskich barbarzyńców. On zginął, żebyśmy my mogli żyć. Pamięć o Nim, która żyje ciągle w nas niech trwa w sercach i umysłach młodego pokolenia, Jego sąsiadów i wszystkich mieszkańców rodzinnego Iwonicza.