Nasza Wspólnota nr 110 Maj 2007 str. 4

Męczennicy z Kyoto

Kyoto to miasto cesarskie, dawna stolica Japonii. Miejsce życia wielu znanych w dziejach Japonii ludzi i związanych z nimi wydarzeń. Chwała i tragedia, świętowanie i łzy przewinęły się przez to miasto wraz z jego przeszłością. Jednakże nie zniknęły całkowicie, przetrwały bowiem do naszych czasów w zapiskach i ludzkich sercach.
Jedno z takich wydarzeń miało miejsce 6 października 1619 r. W tym dniu w Rokujokawahara nad rzeką Kamo w pobliżu zamku Fushimi, w miejscu zwróconym ku świątyni buddyjskiej Daibutsuin stanęły krzyże męczenników. W tym to dniu śmierć męczeńską w płomieniach ponieśli Tekla Hashimoto wraz mężem i pięciorgiem dzieci. Męczenników było więcej, ale rodzina Hashimoto stała się niejako symbolicznym obrazem Kościoła w Japonii okresu męczeństwa.
Hidetada, drugi shogun z rodu Tokugawa, wyraźnie określił swoje wrogie stanowisko wobec chrześcijaństwa. Z życia publicznego zniknęli więc chrześcijańscy "dajmio" (lokalni panowie feudalni) wraz z rodzinami. Wielu chrześcijan spośród wolnych samurajów opowiedziało się po strome rodu Toyotomi w jego walce z ludem Tokugawa Większość z nich poległa w bitwie o zamek w Osaka, a ci, którzy ocaleli, a także wierni z różnych okolic ściągali do Kyoto i tu w ukryciu prowadzili ubogie życie w dzielnicy zwanej "Daiusu machi" (Daiusu machi - Miasto Boga). W roku l617 i następnym we wszystkich rejonach Japonii wzmogły się prześladowania chrześcijan, wzrastała też liczba męczenników. Pomimo tęgo wiernych przybywało i miejscowa wspólnota kontynuowała swoją działalność, choć w sposób mniej rzucający się w oczy.
Sprawujący w imieniu "bakufu" (rząd shoguna) władzę w mieście Itakura Katsushige, pomimo wydania "Dekretów zakazujących wyznawanie chrześcijaństwa", był raczej życzliwie usposobiony do misjonarzy. Po ich wydaleniu starał się nawet zmniejszyć skalę prześladowań. Widząc to wierni z "Daiusu machi" pragnęli w 1618 r. bez rozgłosu obejść święta Bożego Narodzenia. Jednakże sąsiedzi znający ich zwyczaje, w tym dniu szczególnie ich obserwowali i natychmiast powiadomili o tym urzędników miejskich. Itakura jak poprzednio, aby nie robić problemów, sprawę przemilczał. Ale kiedy w kilka dni później przekazano mu wiadomości z Edo (dawna nazwa Tokyo) o bezwzględnej antychrześcijańskiej polityce shoguna, znalazł się on w trudnej sytuacji nie mając wyboru polecił uwięzić wiernych "Daisu machi". 10 stycznia 1619 r. urzędnicy miejscy otoczyli osiedle i rozpoczęli przesłuchiwania. Ostatecznie do więzienia odesłano 36 chrześcijan, a ich dobytek oczywiście skonfiskowano.
Jednakże otoczenie z coraz większą wrogością odnosiło się do wiernych, którzy pozostali na wolności. Zwłaszcza po tym jak ktoś podpalił osiedle przez nich zamieszkałe. Podejrzenie rzucono na tych chrześcijan, których bliscy byli w więzieniu i przez to nie byli w stanie spłacić swoich długów. Z tej to okazji nastąpiły dalsze aresztowania. Tym razem zatrzymano ludzi znaczących we wspólnocie wiernych. W Kyoto wszyscy oni dawali piękny przykład chrześcijańskiego życia. Wówczas to uwięziono Jana Hashimoto Tabe z rodziną. Hashimoto pochodził z jednej z najstarszych rodzin chrześcijańskich w mieście. Jego ojciec przyjął chrzest z rak ks. Vilely, misyjnego współpracownika św. Franciszka Ksawerego. Jan aktywnie udzielał się w Bractwie Miłosierdzia "Misericordia", wraz z żoną Teklą gorliwie też wspomagał misjonarzy. Już raz odważnie odrzucił zachęty do apostazji, dlatego szanowano go i uważano za dobrego chrześcijanina.
Gorące lato było wielką udręką dla uwięzionych. Słabi i najstarsi wiekiem więźniowie umierają jeden po drugim. We wrześniu z wyrazem wielkiej radości odchodzi do nieba, spędzający swoje więzienne dni na modlitwie, prawie 80-letni Jan Kensai. Lecz wiezienie to jest też miejscem wspaniałych świadectw wiary danych podczas przesłuchiwań. Jan Kensai przed śmiercią powie: "To niepodobne do mnie, abym w tym wieku będąc, porzucił wiarę, którą zachowywałem wiernie od dziecka". Jan Hashimoto na pytania urzędników odpowiada: "Wiara, którą przyjąłem jest drogą do zbawienia Być posłusznym bardziej Bogu niż człowiekowi, to prawdziwa mądrość, która nie prowadzi na manowce ludzkich słów". Na uwagę, że swoją postawą ściąga cierpienie na dzieci, stwierdzi: "Dzieci są od początku chrześcijanami i z pewnością będą przede mną w niebie. A gdy chodzi o zbawienie, to my łatwego zbawienia nie pragniemy". 7-letnia Marta przesłuchującemu ją urzędnikowi oświadczyła, że nie porzuci wiary, albowiem ci, którzy to czynią nie będą zbawieni. Marta znalazła się w więzieniu wraz ze swoją matką Rufiną i tu z powodu choroby straciła wzrok, ale pomimo tego zachowała wielką gorliwość aż do dnia męczeńskiej śmierci.
W dniu aresztowania rodziny Hashimoto, Itakura był nieobecny w Kyoto. Udał się naprzeciw shogunowi, który z Edo przybywał do Kyoto, aby tu potwierdzić lojalność okolicznych rodów szlacheckich i umocnić swoją władzę. W trakcie różnych spraw shogun zapomniał o więzionych chrześcijanach. Korzystając z tej okazji Itakura, wielu z nich uwolnił między innymi także i Teklę z dziećmi. Lecz kiedy shogun Hidetada po załatwieniu swych spraw szykował się już do powrotu do Edo, przybył do niego "bugio" (urzędnik policyjny) Nagasaki, przyprowadzając odstępcę od wiary ks. Tomasza Araki. Araki zdradził i wydał władzom kilku kapłanów, którzy pomimo zakazów przybyli do Japonii i działali w ukryciu.
Itakura myślał o przedstawieniu shogunowi sprawy chrześcijan i zamierzał też wstawić się za nimi. Okazją ku temu miał być zepsuty zegar znajdujący się na zamku w Fushimi. Kiedyś podarowali go misjonarze portugalscy twórcy potęgi rodu Tokugawa, Ieyasu, ojcu shoguna. Hidetada poprosił o znalezienie kogoś, kto by ów zegar naprawił. Itakura wykorzystał ten moment i wspomniał że jedyny specjalista od zegarów w Kyoto to chrześcijanin, który obecnie znajduje się w więzieniu. Pamiętający o sprawie z Nagasaki Hidetada, kiedy usłyszał, że wbrew jego zakazom w Kyoto znajdują się jeszcze chrześcijanie, wpadł w gniew. Pokazując swoją stanowczość, wydał wyrok śmierci na wszystkich chrześcijan, którzy byli w więzieniu, a także na tych wcześniej uwolnionych. Osobiście też zadecydował o rodzaju kary. W ten to sposób Tekla Hashimoto wraz z dziećmi ponownie znalazła się w więzieniu.
Kiedy wiernym w więzieniu przekazano wiadomość o decyzji shoguna, przyjęli to radością i zaczęli przygotowania do śmierci. Więzienie stało się kościołem. Zgodnie z rozkazem shoguna również Itakura czynił potrzebne przygotowania, lecz czy to dla radości wiernych, czy dla zaznaczenia powodu kary śmierci, zrobił coś niezwykłego. Zamiast użyć jak zwykle jednej belki, polecił zrobić krzyże. Tak więc w Rokujokawahara przy drodze do zamku w Fushimi postawiono 27 krzyży.
5 października chrześcijanie oficjalnie otrzymali wyrok śmierci Zwykli więźniowie powątpiewali o prawdziwości tego wyroku, ale 52 skazanych chrześcijan przyjęło go z radością pośród głośnych modlitw i śpiewu pieśni religijnych. W więzieniu odwiedzili ich krewni i znajomi, aby pożegnać się i dostarczyć im odpowiednie na dzień śmierci ubrania. 6 października o świcie w wiezieniu pojawili się urzędnicy i wiążąc jednego po drugim, wyprowadzali na zewnątrz. Była to niedziela, dzień radości Zmartwychwstania.
Podobnie jak w przypadku 26 Męczenników w Nagasaki, ich również wsadzono na wozy ciągnięte przez wały i wieziono powoli w kierunku Rokujokawahara, pokazując publicznie. Na każdej ulicy urzędnik głośno ogłaszał, ze ludzie ci zostali skazani na śmierć, albowiem wbrew zakazom shoguna wyznawali chrześcijaństwo. Wierni potwierdzali słowa urzędnika, głośno wyznając wiarę i innych jeszcze zachęcali do przyjęcia nauki Chrystusa Niektórzy spośród nich w milczeniu trwali na modlitwie, ale w pewnym momencie wszyscy jednym głosem zaśpiewali słowa psalmu "Wysławiajmy Pana". Zrobiło to wielkie wrażenie na wszystkich patrzących na nich.
Było już po południu, kiedy dotarli do Rokujokawahara. Zgromadził się już tłum łudzi, między innymi wielu wiernych. Michał Soan, jeden z katechistów, porwany gorliwością męczenników, nie zważając na grożące mu niebezpieczeństwo, podszedł do wozów na których się znajdowali. Rozmawiając z nimi, wspierał ich duchowo i słuchał ich ostatnich próśb. Widok krzyży wręcz rozładował skazańców. Tekla Hashimoto z dziećmi znajdowała się na jednym wozie. Widać było, że jest w ciąży, ale zeszła sama z wozu i pomagała też zejść swoim dzieciom. Zdjęła z siebie piękne kimono, którym okrywała białe śmiertelne ubranie i wręczyła je stojącemu w pobliżu człowiekowi. Następnie poprowadziła dzieci w stronę krzyża. Pozostali wierni okazują podobną gorliwość i wchodzą na miejsce kaźni. Linus Rihei z uśmiechem zwrócił się do urzędników: "Więcej tortury nie macie? To jest zbyt łatwe do zniesienia".
Rząd krzyży ustawiono tak, że skazani zwróceni są twarzą w stronę rzeki Kamo i głównej drogi. Do niektórych krzyży wiązano po dwie, trzy osoby. Michał Soan podaje, że w środkowej części rzędu znajdowały się krzyże, przy których postawiono kobiety z dziećmi Były to żona Jana Hisasaku Magdalena z córką Reginą i Łucją, córka zmarłego w więzieniu Macieja Kikuemona. Dalej żona jedynego człowieka, który w więzieniu wyrzekł się wiary Maria Nishi z córką Moniką oraz Rufina z 7-letnią niewidomą Martą. Następnie stały krzyże Tekli Hashimoto i jej dzieci: 12-letniego Tomasza i 9-letniego Franciszka przywiązano po obu stronach matki, jej zaś pozostawiono jedną wolną rękę, którą podtrzymywała 4 letnią Łucję, przyciskając ją mocno do piersi. Pozostała dwójka dzieci Hashimotów, 13-letnia Katarzyna i 6-letni Piotr, stała przy sąsiednim krzyżu, wpatrując się w matkę.
Od strony północnej począwszy znajdowali starsi wiekiem Joachim Ogawa i Gabriel. Joachim od wielu lat mieszkał w Kyoto. Miał w mieście znaczących przyjaciół, którzy chcieli się za nim wstawić, ale on nie zgodził się na to. Gabriel był pośród męczenników najstarszy wiekiem Burzliwe miał życie, lecz dla zachowania wiary zrezygnował z mąjątku, praw dziedzicznych, a wybrał ubogie życie w Kyoto. Teraz z taką samą wspaniałomyślnością rozstaje się ze swoim życiem. Przy pierwszym krzyżu od południowej strony postawiono Jana Hashimoto. Od dnia uwięzienia służył pomocą wszystkim, którzy z nim byli. Nawet urzędnicy uznali jego przywódczą pozycję i to oni wyznaczyli mu pierwszy krzyż.
Po przytwierdzeniu męczenników do krzyży, zaczęto układać drzewo. Itakura, aby nie przedłużać cierpienia skazańców, polecił położyć wokół krzyży większą ilość drzewa, tak by nim pokryć całą przestrzeń z krzyżami. Wyglądało to, jakby 27 krzyży z 52 skazańcami stało na górze z drzewa. Ułożenie stosu zabrało kilka godzin. W tym czasie odważniejsi z wiernych podali skazanym trochę wody do picia i żegnali się z nimi. Nastał wieczór, kiedy skończono przygotowania podłożono ogień. Męczennicy podnieśli głosy, wzywając imion Jezusa i Maryi. Objęte kłębami dymu i ogniem dzieci zaczęty płakać, choć matki starały się je uspokoić. Uwagę wszystkich skupiła na sobie Tekla. Od sąsiedniego krzyża córka Katarzyna wołała, "Mamo, ja już nie widzę!" Tekla odpowiedziała: "Wzywaj Jezusa i Maryję!" Sama też powtarzając, Jezus, Maryja", zachęcała dzieci do wytrwania Po chwili krzyknąwszy po raz ostatni, Jezus, Maryja" bohaterska matka skonała Po śmierci nadal trzymała mocno na ręku zwłoki maleńkiej Łucji.
Dokładnie w tym czasie składał shogunowi w Kyoto wizytę Richard Cox, przedstawiciel handlowy Anglii w Japonii. Głęboko poruszyło go to, co zobaczył. W liście do przyjaciół pisze: "Kiedy byłem w Kyoto, widziałem jak zabito tam 55 chrześcijan, którzy nie wyrzekli się wiary. Były pośród nich także małe dzieci na rękach swych matek. Matki te wołały "Panie Jezu, przyjmij dusze tych dzieci!"
Wielki ogień oświetlał Kyoto przez kilka godzin, ale jego światło rozeszło się niebawem po całym kraju. Był tam wielka rzesza widzów. Ludzie ci rozeszli się potem w swoje strony niosąc w swych sercach dwie sprawy: surowość shoguna wobec chrześcijan i bohaterską postawę męczenników. Nawet w japońskich zapiskach zachowały się wrażenia po tamtym wydarzeniu. Bonshun, kapłan shintoistyczny z Edo notuje: "28 sierpień 5 r. Genna. 65-66 wyznawców Daiusu: mężczyźni, kobiety i dzieci, zostało ukaranych spaleniem w Rokujokawahara. Lecz dla patrzącego tłumu nie było to właściwe".
23 listopada br. męczennicy z Kyoto będą ogłoszeni błogosławionymi. "...Bóg ich bowiem doświadczył i znalazł ich godnymi siebie. Doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął ich całopalną ofiarę" (Mdr. 3.5).

Opracował ks. Albin Długosz